Konserwy, papier toaletowy i powerbanki – mieszkańcy Wielkiej Brytanii, którzy już gromadzą zapasy na wypadek kryzysu
Po starcie rządowej kampanii Be Ready część mieszkańców Wielkiej Brytanii już gromadzi konserwy, wodę, leki i powerbanki - inni uważają zalecenia za niewystarczające.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.UK Suszona żywność, woda w butelkach, zapas leków i powerbanki – takie zapasy gromadzą niektórzy mieszkańcy Wielkiej Brytanii po oficjalnych ostrzeżeniach przed „terroryzmem sponsorowanym przez państwo” ze strony Rosji i skutkami kryzysu klimatycznego. Jak podaje dziennik The Guardian, rząd w czwartek 22 października uruchomił kampanię Be Ready, w której zaleca gospodarstwom domowym przygotowanie zapasów na trzy dni na wypadek różnych sytuacji kryzysowych. Część osób zaczęła się przygotowywać znacznie wcześniej, a nie wszyscy są przekonani do rządowych rad.
Spis treści
Zapas budowany przy cotygodniowych zakupach
Lawrence Barratt z Hythe w hrabstwie Hampshire przy każdych cotygodniowych zakupach dokłada kilka puszek i produktów suchych. Kupuje fasolę w puszkach, zupy, chili con carne, makaron instant i ryż – jedzenie, które da się przygotować na wodzie z butelki. Wodę też dokupuje stopniowo, a jego celem jest zapas dla dwóch osób na trzy dni.
Odkłada też apteczkę, radio FM na baterie i latarkę. Jak mówi, ma przenośny powerbank, którego używał pod namiotem – według niego wystarczy do naładowania telefonów, zasilenia telewizora, a nawet niewielkiego termowentylatora. Barratt zaczął gromadzić zapasy około dwóch tygodni temu. Jak tłumaczy, przypomniał sobie, jak przerażające były pierwsze dni przed pierwszym lockdownem i tuż po nim w 2020 r., gdy w sklepach brakowało makaronu, papieru toaletowego i konserw. Dopiero strona internetowa rządowej kampanii Be Ready uświadomiła mu, że nie byłby przygotowany na żadną sytuację.
Drewno w ogrodzie i arkusz z datami ważności
Marco Camurri z Greenwich w Londynie zbiera makaron, passatę i kostki rosołowe, a także konserwy, wodę w butelkach, leki – i papier toaletowy. „Pamiętamy Covid” – wyjaśnia. Jak mówi, mając krewnych w Europie kontynentalnej, jego rodzina mogłaby tymczasowo wyjechać, gdyby Wielka Brytania przystąpiła do wojny i groziły bezpośrednie ataki na Londyn albo gdyby doszło do poważnej awarii infrastruktury zagrażającej ich pracy.
W głębi niewielkiego ogrodu Camurri trzyma drewno, by w razie potrzeby rozpalić ogień w grillu i przegotować wodę. Ma naładowane powerbanki, latarki ładowane przez USB, zapałki i zapalniczki, a bak samochodu stara się utrzymywać zapełniony w ponad połowie, co według niego wystarcza na około 480 km. Rodzina zaczęła się przygotowywać kilka miesięcy temu, gdy media pisały o możliwych zakłóceniach w łańcuchach dostaw z powodu zjawiska El Niño. Teraz zakłada arkusz z datami ważności wszystkich produktów z zapasu, by zjadać je i zastępować, zanim się zepsują.
„Coś, co wymyśliliby autorzy Yes Minister”
Jack Davenport z North Shields nad rzeką Tyne także wskazuje El Niño jako powód, dla którego zaczął robić zapasy, choć – jak przyznaje – trudno ocenić skalę wielu zagrożeń, przed którymi stoi kraj. Wymienia katastrofy klimatyczne, rosyjskie zagrożenia hybrydowe, sztuczną inteligencję oraz podwyżki stóp procentowych wynikające z niepewności energetycznej. Jego zdaniem rząd chce w ten sposób ograniczyć długotrwałą panikę, oswajając ludzi z myślą, że takie wydarzenia są możliwe.
Innego zdania jest Deirdre O’Sullivan z Leicesteru. Rządowe rady przypominają jej lata 70., gdy na wypadek ataku nuklearnego zalecano chowanie się pod stołem. Jej zdaniem w razie prawdziwego kryzysu zalecenia są zupełnie niewystarczające. Jak mówi, wytyczne wyglądają na coś, co wymyśliliby bohaterowie satyrycznego serialu „Yes Minister”, by pokazać, że rząd ma jakąś politykę, nawet jeśli jest ona bezużyteczna.