93-latka ze złamaniami leżała na podłodze ponad 10 godzin, czekając na karetkę – walijskie pogotowie przeprasza i bada sprawę
Margaret Owen z Abercynon w Walii po upadku w domu czekała na karetkę ponad 10 godzin ze złamaną kością udową i barkiem. Walijskie pogotowie przeprasza i analizuje, jak obsłużono zgłoszenie.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.UK 93-letnia Margaret Owen z Abercynon w hrabstwie Rhondda Cynon Taf w Walii leżała na podłodze w swoim domu przez 10,5 godziny ze złamaniami, zanim zabrała ją karetka. Jak podaje nadawca publiczny BBC, kobieta upadła 4 października, a jej syn Graham Anthony mówi, że pomoc przyszła dopiero po wielu godzinach od wezwania. Szef operacyjny walijskiego pogotowia ratunkowego (Welsh Ambulance Service) Lee Brooks przeprosił za to, co spotkało seniorkę, a pogotowie bada, jak obsłużono zgłoszenie. Rząd Walii zapowiada nowe ramy dla opieki w nagłych przypadkach jeszcze tej jesieni.
Spis treści
Wezwanie o 7.35, pomoc po południu
Graham Anthony przyjechał do matki po sygnale z jej osobistego systemu alarmowego o godz. 6.15. Jak relacjonuje, karetkę wezwano o godz. 7.35, ale dopiero o godz. 15.30 na prośbę pogotowia przyjechał pracownik organizacji St John Ambulance. Na karetkę, która zawiozła kobietę do szpitala, trzeba było czekać kolejne 90 minut.
„Słuchanie, jak raz po raz prosi o pomoc, a czasem krzyczy z bólu, pozostawiło we mnie poczucie bezradności” – mówi syn. Jego matka choruje na demencję i nie pamięta dokładnie, co się stało, więc nie wiadomo, jak długo leżała na podłodze, zanim uruchomiła alarm. „Była wyraźnie w ciężkim stanie, miała unieruchomioną prawą nogę i skarżyła się na ból prawej ręki. To po prostu nie jest w porządku” – dodaje.
Margaret Owen ma złamaną kość udową i bark, przeszła operację i wciąż przebywa w szpitalu Royal Glamorgan Hospital – prawie trzy tygodnie po upadku. Syn chwali profesjonalizm załogi karetki, która w końcu przyjechała, ale przyznaje, że zdarzenie „podkopało jego zaufanie” do zdolności służby zdrowia do reagowania.
To nie jest właściwie żadna usługa. To ogromny problem systemowy i nikt nie potrafi sobie z nim poradzić. Takich urazów i takiego czekania jest o wiele za dużo – mówi Graham Anthony.
Syn złożył formalną skargę do walijskiego pogotowia i rządu Walii. Jak mówi, po opisaniu sprawy publicznie odzew był ogromny – setki osób podzieliły się podobnymi historiami starszych krewnych.
Pogotowie: to nie jest standard, jakiego chcemy
Lee Brooks podziękował za zwrócenie uwagi na sprawę. „Czekanie prawie ośmiu godzin na pomoc to nie jest standard usług, jaki chcemy zapewniać” – powiedział. Jak dodał, wstępny przegląd wykazał „elementy” obsługi zgłoszenia, które wymagają dalszego wyjaśnienia, a pracownicy „uważnie” sprawdzają, czy można było zareagować inaczej.
Rząd Walii przyznaje, że czekanie na pomoc po urazie może być bardzo trudnym przeżyciem, a poprawa dostępu do opieki jest „kluczowym priorytetem”. Jeszcze tej jesieni ma opublikować nowe ramy polityki opieki w nagłych przypadkach, które określą, jak poprawić reagowanie w terenie i przepływ pacjentów w szpitalach.
Dane o czasie oczekiwania
Według najnowszych danych w sierpniu 10 977 pacjentów czekało 12 godzin lub dłużej – o 733 osoby (6,3 procent) mniej niż miesiąc wcześniej. W lipcu 2025 r. służba zdrowia w Walii (NHS Wales) zmieniła kategorie wezwań: fioletowa dotyczy zatrzymania krążenia lub oddechu, a czerwona – poważnych urazów i innych stanów, w których grozi zatrzymanie krążenia lub oddechu. W grudniu wprowadzono trzy kolejne: pomarańczową dla poważnych stanów, żółtą dla osób wymagających oceny i zieloną dla mniej pilnych przypadków. Według danych z ostatnich dwóch miesięcy mediana czasu dojazdu do wezwań czerwonych wyniosła 9 minut i 32 sekundy, przy celu od 6 do 8 minut.