Posłowie chcą odwrócić wyrok chroniący policję przed pozwami – „katastrofalne skutki dla ofiar przestępstw”
Andrew Mitchell i Jess Phillips chcą poprawką odwrócić wyrok Sądu Apelacyjnego, który chroni policję w Anglii i Walii przed pozwami cywilnymi.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.UK Posłowie z tylnych ław chcą odwrócić skutki orzeczenia sądu, które – jak twierdzą – będzie miało „katastrofalne konsekwencje” dla ofiar przestępstw, bo uniemożliwi im pozywanie policji nawet w przypadku rażących błędów w śledztwie. Jak podaje nadawca publiczny BBC, wyrok Sądu Apelacyjnego z 2025 r., obowiązujący w Anglii i Walii, przyznał funkcjonariuszom policji immunitet od pozwów cywilnych – zarówno gdy występują jako świadkowie, jak i za działania lub wypowiedzi w trakcie prowadzenia postępowań karnych. Poseł Partii Konserwatywnej Andrew Mitchell i posłanka Partii Pracy Jess Phillips złożyli poprawkę do projektu ustawy, nad którym parlament ma debatować w tygodniu rozpoczynającym się 12 października.
Spis treści
Niezależnie od tego orzeczenie może zostać uchylone w październiku przez Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii, który rozpatrzy odwołanie.
Posłowie chcą, by immunitet nie obowiązywał m.in. w sprawach, w których policja sfabrykowała dowody, działała nieuczciwie lub niedbale albo lekkomyślnie ujawniła poufne informacje dotyczące ofiar.
Ofiara przemocy domowej musiała uciekać ponownie
Wyrok zapadł w sprawie wytoczonej przez ofiarę poważnej przemocy domowej, która uciekła przed sprawcą do tajnego schroniska. Policja hrabstwa Sussex (Sussex Police) umieściła jednak jej nowy adres w aktach przesłanych do prokuratury (Crown Prosecution Service, CPS), nie zaznaczając wystarczająco wyraźnie, że jest poufny.
Prawnik prokuratury ujawnił następnie jej adres w sądzie podczas posiedzenia w sprawie zwolnienia sprawcy z aresztu, przez co poznał go sprawca. W rezultacie kobieta musiała znowu uciekać.
Jak mówiła, po ujawnieniu adresu miejsce, które miało być bezpieczne, „przestało wydawać się bezpieczne”. Wciąż odczuwa skutki tego, co się stało, i utraty poczucia bezpieczeństwa.
Kobieta pozwała zarówno policję, jak i prokuraturę. Argumentowała, że przez ich błąd obawiała się o życie, musiała opuścić dom, straciła zarobki i nabawiła się zaburzeń psychicznych. Jej roszczenia początkowo odrzucono, w apelacji przywrócono, a potem ponownie oddalono.
Immunitet szerszy niż dotąd
Kluczowe było pytanie, kto może ponosić odpowiedzialność prawną za to, co się stało, i kto będzie chroniony immunitetem. Świadkowie i prawnicy mają tzw. podstawowy immunitet (core immunity) za to, co mówią w sądzie, aby mogli tam swobodnie się wypowiadać.
Sąd Apelacyjny jeszcze bardziej rozszerzył ten immunitet, uznając, że obejmuje on bardzo szeroki zakres działań policji, w tym zachowania lub wypowiedzi w ramach śledztwa, które może prowadzić do oskarżenia. Immunitet blokuje więc większość rodzajów pozwów, w tym sprawy dotyczące poważnych naruszeń praw człowieka i wycieków danych, a nie przewiduje wyjątków dla zachowań, których nie da się usprawiedliwić.
Funkcjonariusze nadal mogą być ścigani przed sądami karnymi i pociągani do odpowiedzialności w postępowaniach dyscyplinarnych.
Poprawka Mitchella i Phillips, nad którą posłowie mają debatować we wtorek 13 października, przewiduje, że – z wyjątkiem sytuacji, gdy policjanci występują jako świadkowie – immunitet nie obejmuje działań funkcjonariuszy w ramach przygotowań do postępowania karnego, w tym w sprawach, w których doszło do określonych rażących uchybień.
Sprawa Alego Kololo
Mitchell powiedział BBC News, że „immunitet chroniący policję przed odpowiedzialnością za uchybienia, stworzony przez orzeczenie Sądu Apelacyjnego”, jest wyjątkowo niepokojący. „Jeśli nie zamkniemy tej luki prawnej, skutki dla ofiar będą katastrofalne” – ostrzegł.
Poseł przywołał sprawę Alego Kololo, którego życie – jak mówi – zostało „zrujnowane przez niesłuszny wyrok skazujący, uzyskany w dużej mierze przez londyńską policję (Metropolitan Police)”. Kenijski drwal spędził 11 lat w więzieniu po tym, jak niesłusznie skazano go za pomoc gangowi, który w 2011 r. zaatakował w Kenii dwoje brytyjskich turystów – jedno z nich zostało zamordowane. Po procesie w Kenii skazano go na karę śmierci. W procesie tym wysoki rangą funkcjonariusz londyńskiej policji, powołany na świadka oskarżenia, pominął kluczowe dowody.
Ali Kololo, którego reprezentuje organizacja praw człowieka Reprieve, pozywa londyńską policję. Ta zapowiedziała jednak, że w swojej obronie powoła się na zasadę podstawowego immunitetu – a orzeczenie Sądu Apelacyjnego prawdopodobnie wzmocni to stanowisko. Rzecznik londyńskiej policji przekazał, że nie będzie komentować toczącej się sprawy cywilnej, ale myślami jest z Alim Kololo, ofiarami przestępstwa i ich rodzinami.
„Luka w odpowiedzialności”
Kate Ellis z organizacji Centre for Women’s Justice powiedziała BBC, że jednostki policji mogą teraz twierdzić, iż „w ogóle nie ponoszą odpowiedzialności prawnej za poważne błędy popełnione w śledztwie karnym”. Jej zdaniem może to doprowadzić do „luki w odpowiedzialności”, w której jednostki policji nieprowadzące należycie śledztw w sprawie gwałcicieli, stalkerów czy sprawców przemocy domowej „nie poniosą żadnych konsekwencji swoich zaniedbań”.
Minister spraw wewnętrznych i minister sprawiedliwości zleciły przegląd zasad odpowiedzialności policji w związku z utrzymującymi się od dawna obawami kierownictwa policji, funkcjonariuszy, ofiar i ich rodzin, że obecny system nie spełnia swojej roli. Wszelkie zmiany w sposobie traktowania policji powinny być rozpatrywane łącznie z szerszymi wnioskami z tego przeglądu – przekazał rzecznik rządu.
Policja hrabstwa Sussex i Krajowa Rada Komendantów Policji (National Police Chiefs’ Council) odmówiły na razie komentarza.