Pielęgniarka z domu opieki we Flintshire ukradła 99-latce 750 tysięcy funtów – skreślona z rejestru
Pielęgniarka z domu opieki w Mold we Flintshire, która wyłudziła od 99-letniej pensjonariuszki 750 000 funtów, została skreślona z rejestru.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.UK Pielęgniarka, która ukradła 750 000 funtów bezbronnej 99-letniej pensjonariuszce domu opieki, a pieniądze wydała m.in. na operacje plastyczne i remont domu, została skreślona z rejestru pielęgniarek. Jak podaje nadawca publiczny BBC, Rebecca B. była zastępczynią kierownika domu opieki Bryn Yr Haul w Mold w walijskim hrabstwie Flintshire. Wykorzystywała mieszkającą tam kobietę dla własnych korzyści osobistych i finansowych. W latach 2017-2023 wywierała na nią presję, a za skradzione pieniądze kupiła też samochód i kampera oraz przejęła na własność dom seniorki.
Spis treści
Komisja brytyjskiej rady pielęgniarek i położnych NMC (Nursing and Midwifery Council) uznała, że z powodu niewłaściwego postępowania kobieta nie jest zdolna do wykonywania zawodu, i orzekła skreślenie jej z rejestru pielęgniarek.
Pełnomocnictwo i opieka w jednych rękach
Podczas posiedzenia NMC ustalono, że pielęgniarka znała seniorkę od dawna, jeszcze zanim ta w 2018 r. zamieszkała w domu opieki. Kobieta nie miała rodziny, a po upadku stała się bezbronna. W kwestii przyjaźni i kontaktów towarzyskich była zależna od pielęgniarki.
Jak ustaliła komisja, w latach 2017-2023 pielęgniarka nadużyła swojej pozycji zaufania i władzy: została stałą pełnomocniczką seniorki (lasting power of attorney), a jednocześnie nadzorowała opiekę nad nią. Wypłacała pieniądze z konta kobiety, przyjęła na własność jej dom i otrzymała tysiące funtów, które przeznaczyła na własne potrzeby, w tym na prace budowlane i zakup pojazdów.
Z przedstawionych dowodów wynika, że w ciągu pięciu lat z konta seniorki zniknęło ponad 370 000 funtów, z czego 160 000 funtów w dużych wypłatach gotówki z bankomatów. Pielęgniarka zabrała też kobietę do kancelarii prawnej i nakłoniła ją do przepisania na nią domu wartego 400 000 funtów.
Komisja usłyszała, że istnieją „dowody na to, że pani B. wykorzystywała pieniądze na remont domu, rachunki za media i podatek lokalny (council tax)”, a także „zarzuty, że część pieniędzy pani B. wydała na własne operacje plastyczne”. Przekonała też seniorkę, by zapłaciła 20 000 funtów za samochód i 9 000 funtów za kampera, który – jak twierdziła – kupiono po to, by obie mogły jeździć na wycieczki.
Pielęgniarka twierdziła, że remont jej domu miał umożliwić starszej kobiecie zamieszkanie z nią na wypadek kolejnej fali Covid. Prace zostały jednak opłacone, zanim w Wielkiej Brytanii wprowadzono jakikolwiek lockdown.
„Prawie szantażowała”
Przed komisją Rebecca B. twierdziła, że to seniorka prosiła ją o wypłacanie gotówki z konta i co tydzień przekazywanie darowizn na cele charytatywne. Według niej darowizny, każdorazowo od 250 do 500 funtów, trafiały zwykle do organizacji wspierających osoby niewidome lub chore na serce. Pielęgniarka mówiła, że wrzucała gotówkę do puszek organizacji charytatywnych albo przekazywała ją bezpośrednio pracownikom lokalnych sklepów charytatywnych.
Jej pełnomocniczka Victoria Rees powiedziała, że seniorka mówiła jej, iż „nie chce, by cokolwiek zostało po jej śmierci, bo nie chce, żeby jej pieniądze przejęło państwo”. Dodała, że Rebecca B. „nie prowadziła żadnej ewidencji wypłacanych ani przekazywanych kwot”.
Bank seniorki zgłosił sprawę policji Walii Północnej (North Wales Police), która wszczęła śledztwo. Konto kobiety zostało zamrożone z powodu niepokojących wydatków, ale pielęgniarka próbowała doprowadzić do zniesienia blokady i zabrała seniorkę do oddziału banku. Według pracowników banku Rebecca B. „prawie szantażowała” kobietę i kazała jej poprosić o odblokowanie kont. Jak ustaliła komisja, pielęgniarka powiedziała seniorce, że nie będzie mogła zabierać jej na wycieczki, jeśli ta nie będzie miała dostępu do swoich pieniędzy.
„Podpisz tutaj”
Komisja usłyszała, że seniorka powiedziała później pracownikom ds. ochrony osób zagrożonych, że jest zszokowana tym, ile pieniędzy wydano z jej konta. Inna pielęgniarka zeznała, że słyszała, jak Rebecca B. mówiła do kobiety: „oddam ci pieniądze” i „podpisz tutaj”. Zgłosiła tę rozmowę jako dowód nadużyć finansowych i zdecydowano, że Rebecca B. może odwiedzać seniorkę tylko pod nadzorem.
Pielęgniarka twierdziła, że prosiła jedynie o „podpisanie kartki kondolencyjnej” i nie chodziło o „podpisanie żadnego dokumentu”. Jak tłumaczyła, seniorka „bardzo słabo” widziała, dlatego trzymała dla niej kartkę, pokazała jej, gdzie ma się podpisać, i powstrzymała ją przed podpisaniem się na wydrukowanym tekście.
Policja prowadziła śledztwo, ale seniorka nie chciała dalszych działań, bo uważała pielęgniarkę za przyjaciółkę i wierzyła, że ta „wyciągnęła wnioski ze swoich błędów”.
Komisja: postępowanie „godne potępienia”
Komisja uznała, że w relacji obu kobiet istniała znaczna nierównowaga sił. W orzeczeniu stwierdzono, że pielęgniarka dopuściła się „długotrwałego, wyrachowanego postępowania” i manipulowała seniorką dla osobistych korzyści. Wykorzystała zaufanie, jakim darzyła ją kobieta, i „obróciła je przeciwko niej”.
Komisja ustaliła też, że Rebecca B. postąpiła nieuczciwie, nie informując pracodawcy, że ma finansowe stałe pełnomocnictwo dla pensjonariuszki domu opieki, w którym pracowała. Według komisji jej działania były poważnym przewinieniem zawodowym, naruszyły podstawowe standardy pielęgniarskie i wyrządziły szkody zarówno finansowe, jak i emocjonalne.
W decyzji komisja określiła postępowanie pielęgniarki jako „godne potępienia”, a ją samą jako „moralnie winną”. Dodała, że zaufanie społeczne do zawodu zostałoby podważone, gdyby nie stwierdzono, że nie jest ona zdolna do jego wykonywania. Zdaniem komisji postępowanie pielęgniarki było „moralnie naganne, nosiło znamiona premedytacji i wskazywało na głęboko zakorzeniony problem z postawą”. Jej zachowanie było dalekie od standardów oczekiwanych od zarejestrowanej pielęgniarki.
Rebecca B. powiedziała, że „głęboko żałuje swoich działań”. Przekraczanie granic zawodowych tłumaczyła tym, że „traktowała seniorkę jak babcię”.
Poszkodowana kobieta już nie żyje. Pozostało jej jedynie tyle pieniędzy, by opłacić 23 miesiące opieki, zanim koszty musiałby przejąć samorząd.
James Bradford, dyrektor operacyjny domu opieki Bryn Yr Haul, powiedział, że zespół placówki jest „głęboko zasmucony tym zdarzeniem” i „przeprasza wszystkich poszkodowanych”.
Dobro i bezpieczeństwo naszych mieszkańców pozostają naszym absolutnym priorytetem. W pełni popieramy decyzję NMC. Od czasu tych wydarzeń zmieniło się kierownictwo, a nasze zasady i procedury ochrony mieszkańców zostały poddane przeglądowi, by zapewnić stałe bezpieczeństwo i dobrostan wszystkich osób pod naszą opieką – powiedział.