Uczniowie z rodzin migrantów spali w samochodach podczas zamieszek w Ballymena – 41 dzieci nie wróciło do szkoły
Raport o skutkach zamieszek w Ballymena: część rodzin uczniów spała w samochodach, a 41 dzieci z rodzin migrantów nie wróciło do szkoły Harryville.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.UK Dyrektor szkoły podstawowej w Ballymena w hrabstwie Antrim, która po zamieszkach w mieście straciła prawie jedną piątą uczniów, powiedział, że personel znalazł się w „zupełnie bezprecedensowej sytuacji”. Jak podaje nadawca publiczny BBC, raport o wpływie zamieszek „na tle rasowym” na młodych ludzi wykazał, że szkoły, w tym Harryville Primary School, były postrzegane jako bezpieczne schronienie dla dzieci, których domy atakowano. Z raportu wynika jednak również, że 41 uczniów z rodzin migrantów nie wróciło do szkoły, a placówka musiała zorganizować pobyt w hotelu dla części rodzin, które bały się wrócić do domów.
Spis treści
Dyrektor Neil McCullough powiedział, że niektóre rodziny spały w samochodach ze strachu przed tym, co działo się na ulicach.
Zamieszki wybuchły po planowanym pokojowym proteście w odpowiedzi na domniemaną poważną napaść na tle seksualnym w tym mieście w hrabstwie Antrim. Zarzuty usiłowania gwałtu wobec dwóch nastolatków z Rumunii zostały wycofane przez prokuraturę Irlandii Północnej (Public Prosecution Service) w listopadzie 2025 r.
Z 235 uczniów zostało 120
Liczba uczniów w Harryville spadła z 235 pierwszego dnia zamieszek do 120 następnego dnia, a 41 dzieci nigdy już nie wróciło. Dyrektor opisał „strach”, jaki towarzyszył mu, gdy widział, przez co przechodzą dzieci.
„Widzieliśmy, jak atakowano domy naszych uczniów, jak przed domami odbywały się protesty” – powiedział McCullough.
Jak dodał, następnego ranka po pierwszej nocy zamieszek rodziny „przyszły” do szkoły, bo wiedziały, że to „bezpieczne miejsce”.
Nie miały dokąd pójść i groziło im, że wieczorem znowu nie będą miały gdzie się podziać ani gdzie przenocować. Niektóre poprzedniej nocy spały w samochodach na parkingach ze strachu przed tym, co działo się na ich ulicach – mówił dyrektor.
„Dzieci bały się chodzić ulicami”
W audycji Evening Extra McCullough powiedział, że szkoła zrobiła wszystko, co mogła, „by je chronić w każdy możliwy sposób”, i musiała pomóc „znaleźć dla nich zakwaterowanie na tę noc”.
Dzieci nie kładły się spać z powodu tego, co działo się na ulicach, z powodu syren, z powodu hałasu. Przychodziły do szkoły po nieprzespanej nocy, przychodziły ze strachem po przejściu ulicami, nawet w drodze do szkoły. To bardzo obciążyło nasz personel, bo nauczyciele nieśli ten ciężar, a jednocześnie musieli być pogodni i pełni energii i stosować podejście uwzględniające traumę, żeby zaopiekować się tymi dziećmi – mówił.
Według McCullougha nowy raport o tym, co się wydarzyło, pokazuje „siłę relacji w społeczności”. Dokument zatytułowany Meeting, Mapping, Moving – Ballymena Recovering opisuje „wstrząsające” skutki zamieszek dla ludzi, zwłaszcza dla dzieci, młodzieży i mniejszości. Jak zaznaczył dyrektor, raport opiera się na „niesamowitej pracy, która trwa w Ballymena”.
„To raport skupiony przede wszystkim na ludziach i na tym, jaką siłę mają, by coś zmienić, gdy łączy ich wspólna wizja i wspólny cel” – powiedział.
„Instytucjonalne nieprzygotowanie”
W raporcie uwzględniono konsultacje przeprowadzone przez organizację Inter Ethnic Forum, która rozmawiała z przedstawicielami mniejszości o tym, jak zamieszki „zburzyły” ich życie.
„Respondenci opisywali grozę tamtej nocy i chaos, który nastąpił potem, gdy nie było jasnej drogi do bezpieczeństwa, a pomoc dla wielu rodzin przychodziła późno albo wcale” – czytamy w raporcie.
Jednym z „błędów systemu” wskazanych przez uczestników było to, że urząd ds. edukacji Irlandii Północnej (Education Authority, EA) „nie zapewnił wskazówek ani wsparcia” szkole Harryville i zostawił ją „samą z niemożliwymi decyzjami”. Według raportu EA poinformował szkołę, że ze względu na ograniczenia ustawowe rodziny muszą opuścić budynek do godz. 18.00, ale „nie zaproponował żadnej alternatywy”.
„Ostatecznie szkoła zapłaciła za hotel z własnego budżetu. To miażdżący dowód instytucjonalnego nieprzygotowania” – dodano w raporcie.
McCullough powiedział, że EA w bezprecedensowych okolicznościach „zrobił, co mógł”, a pracownicy urzędu „kontaktowali się ze mną i próbowali zaoferować wsparcie, jakie mogli”. „Nikt z nas nie jest doskonały i my jako szkoła też nie zrobiliśmy wszystkiego idealnie” – przyznał.
W oświadczeniu EA przekazał, że w czasie zamieszek „udostępnił szereg form wsparcia” szkołom w okolicy, w tym Harryville. Jak podkreślił, wspierał uczniów, rodziny i personel, a później organizował zajęcia i programy.
„Nadal współpracujemy ze szkołami, rodzinami, społecznościami i partnerami ustawowymi, aby dzieci czuły się bezpieczne, wspierane i mogły się uczyć” – napisano w oświadczeniu.
Rozmowy z młodymi uczestnikami zamieszek
Kim Carson, pracowniczka młodzieżowa z organizacji Bytes, opowiedziała o swojej pracy z częścią młodych ludzi, którzy brali udział w zamieszkach. „Byli po prostu bardzo rozgniewani i sfrustrowani” – powiedziała. Jak dodała, „wielu z nich wyładowało swoją frustrację w niewłaściwy sposób”.
Według Carson po zamieszkach odbyło się z młodzieżą „wiele trudnych rozmów”. Podkreśliła, że ważne było zapewnienie im „bezpiecznej przestrzeni”, ale też „podważenie tego, co myśleli, i pokazanie im innych perspektyw”.
Wiedza lokalna
Lisa Mooney ze stowarzyszenia mieszkaniowego Radius Housing, które współtworzyło raport, powiedziała, że „trauma” po wydarzeniach z czerwca 2025 r. wciąż jest odczuwalna w Ballymena. „Miało to ogromny i niszczący wpływ na dzieci i młodzież” – zaznaczyła.
Mooney wyraziła nadzieję, że do kolejnych zamieszek nie dojdzie, ale dodała, że jednym z pytań, na które raport chce odpowiedzieć, jest to, „co musimy zrobić”, by społeczność była lepiej przygotowana, jeśli coś się jednak wydarzy. Jak podkreśliła, ważne jest, by w planowanie reakcji na ewentualne przyszłe niepokoje zaangażować działania oddolne i „słuchać społeczności, wychwytując narastanie napięć”.
„Chodzi o stworzenie systemu, w którym wykorzystuje się lokalną wiedzę, by wcześnie rozpoznawać napięcia. W dużej mierze chodzi o budowanie i podtrzymywanie relacji i dalszą pracę nad nimi” – powiedziała.