Burnham zapowiada „poważny dialog” o relacjach z Unią Europejską – szczyt w Brukseli 20 listopada
Premier Andy Burnham zapowiedział „poważny dialog” o przyszłych relacjach z UE; na szczycie 20 listopada mają zapaść umowy o żywności i mobilności młodzieży.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.UK Premier Andy Burnham (Partia Pracy) zapowiedział „poważny dialog” o przyszłym miejscu Wielkiej Brytanii w Europie. Jak podaje dziennik The Guardian, w poniedziałek 12 października premier stwierdził w Izbie Gmin, że obecne relacje z Unią Europejską są „niewystarczające”, a listopadowy szczyt w Brukseli przedstawił jako możliwy pierwszy krok w stronę członkostwa w UE. Według Burnhama Wielka Brytania musi „trzeźwo i racjonalnie” przyjrzeć się swoim długoterminowym relacjom z Unią, by pobudzić wzrost gospodarczy i kontrolować imigrację – a to wymaga wyjścia poza dotychczasowe „czerwone linie” Partii Pracy.
Spis treści
Kolejny szczyt w ramach „resetu” relacji odbędzie się 20 listopada, co kończy miesiące niepewności. Obie strony chcą podpisać porozumienia dotyczące żywności i napojów, mobilności młodzieży oraz handlu uprawnieniami do emisji. Burnham liczy, że mogłyby one zwiększyć wartość gospodarki o 10 miliardów funtów rocznie.
Jeden z unijnych dyplomatów stwierdził, że porozumienie w tych trzech „istotnych, ale skromnych” sprawach musi zostać zatwierdzone jako test dobrej woli Wielkiej Brytanii, by obie strony mogły zająć się „prawdziwym resetem” długoterminowych relacji.
Wielka Brytania przygotowuje się jednak na możliwy spór o protekcjonistyczne unijne zasady handlowe „Made in Europe”. Przemysł obawia się, że mogą one odciąć brytyjskich producentów od rynku, dlatego premier zapowiedział, że poruszy tę sprawę w rozmowach z unijnymi partnerami.
„Pozostanie przy status quo nie wystarczy”
W pierwszym wystąpieniu przed posłami po przerwie na konferencje partyjne Burnham, który poza tym brzmiał pewnie, stwierdził, że rezygnacja z poszukiwania bliższych relacji z UE byłaby ze strony jego rządu „poważnym zaniedbaniem obowiązków”.
Nie powinniśmy odwracać się od tej szansy i mam nadzieję, że wszystkie strony tej Izby poprą starania rządu o osiągnięcie pozytywnego wyniku. Wierzę, że nasze szanse na to wzrosną, jeśli będziemy otwarci na rozmowę o naszych relacjach z UE w dłuższej perspektywie. Jeśli poważnie myślimy o wspieraniu wzrostu, kontroli imigracji, obronie naszych wartości i bezpieczeństwa, musimy taką rozmowę przeprowadzić – mówił.
Pozostanie przy status quo nie wystarczy Wielkiej Brytanii. Co gorsza, odwrócenie się od tej szansy byłoby poważnym zaniedbaniem obowiązków. Musimy spokojnie, trzeźwo i racjonalnie spojrzeć na świat taki, jaki jest dziś, i zastanowić się, co jest najlepsze dla naszego kraju. Naszym najpilniejszym priorytetem jest udany szczyt, a potem, jak sądzę, powinniśmy rozpocząć poważny dialog o różnych wariantach naszych relacji w długiej perspektywie – dodał.
Burnham zaprzeczył, że ponownie otwiera debatę o brexicie. Zapewnił, że szanuje wynik referendum, ale chce przyjąć „pragmatyczne podejście”, by pobudzić wzrost gospodarczy i usprawnić współpracę w sprawie migracji.
Spór o rosyjską ingerencję
Premier musiał też wyjaśnić, że nie uważa, by rosyjska ingerencja w kampanię przed referendum w sprawie brexitu w 2016 r. wpłynęła na jego ostateczny wynik. W weekend w swoich wypowiedziach postawił bowiem pytania o legitymację tego rozstrzygnięcia.
W niedzielę 11 października w podkaście Burnham powiedział, że Rosja ewidentnie ingerowała w referendum z 2016 r. – miał zabiegać o odpowiedzi w tej sprawie po objęciu urzędu na Downing Street. Nie ujawnił, kto przedstawił mu tę ocenę, na jakich dowodach się opierała ani – co kluczowe – czy ingerencja wpłynęła na wynik.
W Izbie Gmin premier znalazł się w defensywie. Odrzucił sugestie liderki Partii Konserwatywnej Kemi Badenoch, że mógł nieprecyzyjnie dobierać słowa. „To fakt, że rosyjskie podmioty próbowały ingerować w wybory parlamentarne w 2019 r., i uważamy za nie do pomyślenia, by był to pierwszy raz” – powiedział.
Downing Street (siedziba premiera) przekazało, że premier „absolutnie” akceptuje wynik referendum w sprawie brexitu i uważa go za prawomocny. Minister w brytyjskim MSZ Stephen Doughty (Partia Pracy) stwierdził z kolei, że Rosja wyraźnie próbowała ingerować, ale jej się to nie udało.
Imigracja i swobodny przepływ osób
W wystąpieniu Burnham przyznał posłom rację, że podnoszą kwestię „utraty kontroli nad imigracją”, która przyszła wraz z brexitem. Partia Pracy mierzy się z utrzymującym się niepokojem opinii publicznej w tej sprawie, a premier zasugerował, że Bruksela to rozumie.
Wielka Brytania nie ma dostępu do bazy Eurodac, w której przechowywane są dane biometryczne i identyfikacyjne pozwalające rozpoznawać osoby ubiegające się o azyl i migrantów bez uregulowanego statusu. Wystąpiła też z rozporządzenia dublińskiego – mechanizmu prawnego pozwalającego odsyłać uchodźców do kraju europejskiego, przez który po raz pierwszy wjechali lub przejeżdżali.
Premier zapewnił posłów, że powrót swobodnego przepływu osób „nie jest przedmiotem” rozmów z UE i że dotrzyma „czerwonych linii” z programu wyborczego Keira Starmera (Partia Pracy). Nie był jednak w stanie wykluczyć takiego rozwiązania po kolejnych wyborach.
Co jeszcze do uzgodnienia
Źródła po obu stronach uważają, że na listopadowym szczycie uda się domknąć także inne sprawy. Według nich porozumienie weterynaryjne i fitosanitarne w sprawie żywności zostałoby osiągnięte już w lipcu, gdyby szczyt odbył się w pierwotnym terminie.
Do rozstrzygnięcia pozostaje m.in. okres przejściowy dla zbóż uprawianych w Wielkiej Brytanii z użyciem niedawno zatwierdzonych fungicydów, które nie są jeszcze dopuszczone w UE. Pozwoliłoby to rolnikom zbierającym plony w 2026 r. sprzedać zapasy w 2027 r. mimo różnic w przepisach.
Najtrudniejszą kwestią pozostaje program mobilności młodzieży, który pozwalałby obywatelom UE i Wielkiej Brytanii przed 30. rokiem życia mieszkać, pracować lub studiować w drugim kraju przez maksymalnie trzy lata. Strony różnią się co do ogólnej liczby uczestników oraz wysokości czesnego, jakie studenci płaciliby na brytyjskich uczelniach.
Ryzyko „Made in Europe”
Największym obecnie zagrożeniem dla Wielkiej Brytanii, wynikającym z braku pełniejszego dostosowania do UE, jest wykluczenie z nowej inicjatywy „Made in Europe”. Jest ona wymierzona przede wszystkim w import z Chin w strategicznych sektorach, takich jak energia odnawialna, energetyka jądrowa i samochody elektryczne, i zablokuje wykorzystywanie brytyjskich komponentów w unijnych łańcuchach dostaw.
Unijne źródła zastrzegają, że na szczycie nie może być porozumienia z Wielką Brytanią w tej sprawie, bo UE nie uzgodniła jeszcze własnego stanowiska wobec propozycji. Unijni prawodawcy liczą, że w grudniu uzgodnią stanowisko w sprawie kluczowej propozycji – aktu o przyspieszeniu przemysłowym (Industrial Accelerator Act).
Bruksela jest jednak przynajmniej otwarta na rozmowy w tej sprawie, a temat może znaleźć się w deklaracji ze szczytu – wspólnym tekście uzgodnionym przez obie strony. Włączenie Wielkiej Brytanii do programu popierają Holandia, Polska i Włochy, ale przeszkodą jest zwłaszcza stanowisko Francji.
Burnham przyznał, że „Made in Europe” stwarza „ryzyko” dla brytyjskiego przemysłu – być może, by odpowiedzieć na obawy części rządu, że Downing Street nie traktuje tej sprawy priorytetowo.
Ważne, byśmy doszli do porozumienia, które będzie korzystne zarówno dla Wielkiej Brytanii, jak i dla UE. W końcu zarówno my, jak i UE mierzymy się z tym samym problemem, czyli z chińskim eksportem i jego szkodliwym wpływem na nasz przemysł – powiedział.