100 funtów kary za 18 sekund postoju przy lotnisku – na terenie lotnisk właściciel auta nie musi płacić ani wskazywać kierowcy
Dwoje kierowców dostało po 100 funtów opłaty karnej za 18-sekundowy postój w strefie zakazu zatrzymywania przy lotniskach w Leeds Bradford i Bristolu. Dziennik The Guardian wskazuje lukę w...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.UK Kierowcy zatrzymujący się choćby na kilka sekund w strefach zakazu zatrzymywania przy lotniskach dostają opłaty karne nawet wtedy, gdy mieli dobry powód. Jak podaje dziennik The Guardian w poradniku konsumenckim, dwoje kierowców otrzymało po 100 funtów opłaty karnej (parking charge notice, PCN) za 18-sekundowy postój – jeden przy lotnisku Leeds Bradford, druga przy lotnisku w Bristolu. Gazeta zwraca jednak uwagę, że żadne z nich nie musiało płacić, bo tereny lotnisk podlegają innym przepisom niż zwykłe prywatne parkingi.
Spis treści
Osa w samochodzie i tablica z regulaminem
Czytelnik z Hebden Bridge zatrzymał się na 18 sekund w czerwonej strefie przy lotnisku Leeds Bradford, bo przed jego twarzą latała osa, co uniemożliwiało bezpieczną jazdę. Firma Vehicle Control Services (VCS) wysłała jego żonie, zarejestrowanej właścicielce auta, wezwanie do zapłaty 100 funtów. Firma nie uwzględniła wyjaśnień, choć nagranie z monitoringu pokazywało, że kierowca nie wysiadł z auta. Dopiero po interwencji dziennika lotnisko poleciło VCS zwrot pieniędzy „w geście dobrej woli”. Lotnisko zastrzega jednak, że zakaz zatrzymywania nadal obowiązuje, a ze względu na bezpieczeństwo na tej drodze kolejnych opłat karnych w tym miejscu nie będzie anulować.
Czytelniczka z Pontyclun w Walii również zatrzymała się na 18 sekund w czerwonej strefie – przy lotnisku w Bristolu – by przeczytać regulamin na tablicy ustawionej w strefie zakazu. Wcześniej zapłaciła z góry 103,60 funta za trzy dni na parkingu krótkoterminowym i chciała się upewnić, że wjeżdża we właściwe miejsce. Na tablicy było 24 linijki informacji pisanych czcionką różnej wielkości. Jej odwołanie odrzuciły zarówno firma VCS, jak i niezależny organ odwoławczy Independent Appeals Service. Lotnisko w Bristolu poinformowało, że po przeanalizowaniu sprawy firma zwróciła pieniądze.
Luka w przepisach – teren lotniska to „grunt ustawowy”
Jak wyjaśnia The Guardian, lotniska to tzw. grunty ustawowe (statutory land), na których obowiązują przepisy porządkowe (bylaws). Nie obejmuje ich ustawa Protection of Freedoms Act 2012, która reguluje egzekwowanie opłat na prywatnych parkingach w Anglii i Walii. To właśnie ta ustawa pozwala prywatnym operatorom parkingów dochodzić opłat od zarejestrowanego właściciela pojazdu.
Na terenie lotniska taka odpowiedzialność właściciela nie istnieje. Jeśli właściciel nie potwierdzi, kto prowadził auto, operator parkingu nie może nic zrobić. Według dziennika osoby w takiej sytuacji powinny odpisać, że teren lotniska jest gruntem ustawowym, więc jako właściciele pojazdu nie odpowiadają za opłatę i nie muszą wskazywać kierowcy. Wskazówka kryje się w drobnym druku wezwań, które jedynie „zapraszają” do zapłaty albo podania danych kierowcy.
Nowy kodeks dla prywatnych parkingów
Dziennik przypomina też, że po wejściu w życie zapowiedzianego przez rząd nowego kodeksu postępowania dla prywatnych parkingów opłaty mają być anulowane w trybie odwoławczym m.in. za krótkie zatrzymanie z powodu nagłej sytuacji medycznej. Data wejścia kodeksu w życie nie jest jeszcze znana. Firma VCS nie odpowiedziała na prośbę gazety o komentarz.