Premier Andy Burnham nie wyklucza powrotu do UE po 2029 r. – „Brexit osłabił gospodarkę i kontrolę nad imigracją”
Premier Andy Burnham wykluczył powrót do UE w obecnej kadencji parlamentu, ale chciałby go „za swojego życia” - oznacza to, że ponowne członkostwo jest możliwe od 2030 r.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.UK Premier Andy Burnham (Partia Pracy) ostro skrytykował brexit za osłabienie brytyjskiej gospodarki i kontroli granic, a zarazem pozostawił otwartą możliwość powrotu Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej, być może już od 2030 r. Jak podaje londyńska gazeta The London Standard, szef rządu powiedział w wywiadzie dla programu Good Morning Britain stacji ITV, że chciałby, aby kraj wrócił do UE jeszcze za jego życia. Wykluczył jednak ponowne członkostwo w obecnej kadencji parlamentu, która kończy się w 2029 r. Wywiad poprzedził przypadające we wtorek 27 października 100 dni urzędowania Burnhama.
„Dostaliśmy twardszy brexit”
Dostaliśmy twardszy brexit, niż proponowano w kampanii przed referendum. To osłabiło naszą gospodarkę. Osłabiło też naszą kontrolę nad imigracją i to może ludzi zaskoczyć, bo to była najważniejsza kwestia – powiedział premier w rozmowie z ITV.
Jak dodał, od tamtej pory narósł kryzys związany z małymi łodziami przypływającymi przez kanał La Manche, a migracja ma dziś inną formę. „Nie proponuję jednak powrotu do UE w tej kadencji parlamentu” – zaznaczył. Dopytywany, czy chce, by Wielka Brytania ponownie przystąpiła do Unii, odpowiedział: „Mówiłem, że będę szczery, i powiem, że chciałbym to zobaczyć za mojego życia, ale nie zamierzam wyprzedzać opinii publicznej”.
Naciski w Partii Pracy
Według The London Standard premier mierzy się z naciskami posłów Partii Pracy, którzy chcą, by odwrócenie brexitu znalazło się w programie partii przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi, spodziewanymi w 2029 r. Wezwaniom do powrotu do UE przewodzi burmistrz Londynu Sadiq Khan (Partia Pracy), a sondaże pokazują, że coraz więcej osób uważa brexit za błąd. Posłanka Partii Pracy Emily Thornberry uważa z kolei, że drugie referendum nie byłoby potrzebne, jeśli sprawa znajdzie się w programie wyborczym partii w 2029 r.
Wcześniej Burnham mówił, że chce „uczciwej dyskusji” o możliwym powrocie swobodnego przepływu osób między Wielką Brytanią a Unią Europejską w ramach nowych relacji z Brukselą. Premier chce rozważyć różne warianty, w tym pełne członkostwo w UE albo przystąpienie do jednolitego rynku, które wymagałoby swobodnego przepływu osób. „Myślę, że potrzebna jest bardzo rzeczowa, oparta na dowodach debata” – powiedział.
Burnham zobowiązał się wcześniej do przestrzegania „czerwonych linii” z programu wyborczego Partii Pracy z 2024 r., który wykluczał powrót swobodnego przepływu osób, członkostwo w jednolitym rynku i unię celną. Sugerował też, że każda zasadnicza zmiana relacji z UE musiałaby poczekać do kolejnych wyborów. Szef rządu spotka się z przywódcami Unii Europejskiej na szczycie w Brukseli 20 listopada, gdzie będzie zabiegał o ściślejsze więzi handlowe i inne formy współpracy. Zapowiedział, że przy tej okazji przedstawi opinii publicznej różne warianty przyszłych relacji z UE.
Opozycja mówi o zdradzie
Lider Reform UK Nigel Farage uznał słowa premiera za zdradę wyborców, którzy poparli brexit, w tym w okręgu Makerfield, z którego Burnham startował. „To całkowita zdrada brexitowej Wielkiej Brytanii i jego obietnic w Makerfield. Myli się też, mówiąc, że imigracja wyglądała inaczej, gdy byliśmy w UE. Będziemy walczyć z tą nieuczciwością” – oświadczył Farage.
Minister spraw wewnętrznych w gabinecie cieni Chris Philp (Partia Konserwatywna) stwierdził, że Burnham doskonale wie, iż powrót swobodnego przepływu osób oznaczałby oddanie kontroli nad granicami i niekontrolowaną migrację z całej Europy. „Brytyjczycy zagłosowali za końcem swobodnego przepływu osób i nie może być do niego powrotu” – dodał.